RSS
 

Notki z tagiem ‘Bębnowo’

Z HISTORII RADZANOWSKIEJ SZKOŁY – RODZINA RUTECKICH

05 cze

Z  HISTORII RADZANOWSKIEJ SZKOŁY – RODZINA RUTECKICH

Radzanów

Radzanów

Jakiś czas temu zamieściliśmy notatkę dotyczącą historii szkoły w Radzanowie. Była tam mowa o Janie i Modeście Ruteckim. Dzisiaj zamieszczamy dokładniejsze informacje o tych dwóch osobach, jednak w dalszym ciągu nie są one pełne. Czas pokaże, czy kiedyś je dokończymy.

Jan Rutecki urodził się około 1790 roku. Wydaje się, że szlachecka rodzina Ruteckich w pewien sposób związana była z Gutkowem na Warmii, gdzie posiadali swoje dobra ziemskie. Obecnie Gutkowo stanowi część Olsztyna.

Jan Rutecki, którego aktu urodzenia dotychczas nie udało się znaleźć, miał duże zdolności muzyczne. Ukończył szkołę organistów i rozpoczął pracę w kościele. Wydaje się, że pierwszą jego „placówką” było Sarnowo. Bodajże w Sarnowie ożenił się z Marianną Kobylińską. Tam też, w 1818 roku urodził im się syn – Modest, który potem został nauczycielem w Szkole Elementarnej w Radzanowie.

Musimy nadmienić, że w tamtych czasach organista bardzo często był nauczycielem w szkołach elementarnych, przykościelnych. Pisaliśmy już o tym, przy okazji notatki o historii szkoły radzanowskiej. Być może, podjęcie kształcenia w zawodzie nauczycielskim przez najstarszego syna – Modesta, spowodowane było uczestniczeniem we wcześniejszych lekcjach szkolnych ojca?

Drugi syn, Julian, urodził się w 1821 roku.

Przed 1825 rokiem rodzina Ruteckich znalazła się w Radzanowie. W tymże roku urodziła się tutaj Walentyna Rutecka. Ostatnim dzieckiem małżonków Ruteckich był Józef, urodzony w 1827 roku.

I nagle stało się nieszczęście, 22 maja 1829 roku – umiera żona Jana Ruteckiego, Marianna, pozostawiając męża i czwórkę małych dzieci: Modesta – lat 12, Juliana – lat 9, Walentynę – lat 4 i Józefa – lat 2. Na domiar tego, niecały rok później, 21 lutego 1830 roku, umiera w Radzanowie organista, Jan Rutecki (akt zgon nr 17). Małoletnimi dziećmi zaopiekowała się ciotka, która mieszkała we wsi Romany Zayki. Gdy Walentyna osiągnęła 18 lat, wydano ją za szlachcica, Jana Waleriana Romana, dziedzica części folwarku Romany Zayki i karczmy we wsi Czaplice Kwaki. Ślub odbył się 13/25 października 1843 roku (akt ślubu 41, parafia Krzynowłoga Wielka).

Najstarszy, Modest, uczył się zapewne w seminarium nauczycieli elementarnych i po jego ukończeniu został nauczycielem. W 1842 roku znalazł się w Radzanowie.  W Szkole Elementarnej rozpoczął naukę 30 dzieci. Tutaj też, 25.10./6.11.1851 roku ożenił się z Joanną Kek, nauczycielką domową, panną lat 26, urodzoną w Warszawie, krótko przed ślubem mieszkającą w Bębnowie, Zgliczynie Witowym i w Radzanowie (akt ślubu 23). 8/20 sierpnia 1852 roku urodził im się syn – Jan Bernard Rutecki. Świadkiem urodzenia dziecka był Jan Rutecki, dziedzic części Gutkowa, lat 66. Mógł on być synem starszego brata Jan Ruteckiego, który pozostał na ojcowiźnie.

Półtora roku później, 9/21 maja 1854 roku urodził się Julian Józef, drugi syn Ruteckich. Świadkami narodzin chłopca byli Józef Rogaliński – burmistrz Radzanowa, lat 54 i Michał Różański, organista , lat 47, obydwaj mieszkający w Radzanowie.

I to już ostatnie zapisy metrykalne radzanowskie rodziny Ruteckich. Wydaje się, że po 1854 roku nauczyciel Modest Rutecki mógł zostać przeniesiony do innej szkoły. Co się stało później, nie jest nam wiadomo. W naszej parafii, osób o nazwisku Rutecki było wiele. Może ktoś dopisze dalszy ciąg tej historii rodzinnej.

 

Teks. W. Piotrowski

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Historia i turystyka

 

POŻAR RADZANOWA W 1886 ROKU

03 mar

POŻAR RADZANOWA W 1886 ROKU

opr. Waldemar Piotrowski

 

      Radzanów  wielokrotnie ulegał pożarom. Z powodu drewnianej zabudowy, co jakiś czas mieszkańcy tracili cały swój dorobek życia. Na naszym blogu opisaliśmy wielki pożar w 1530 roku (tekst z 13. września ub.r.). Dzisiaj opowiemy o wielkim pożarze z 1886 roku.

           Oczywistym jest, że nie zachowały się z tamtego czasu zdjęcia, ani oficjalne dokumenty określające stopień zniszczenia osady. Chcemy przytoczyć relacje świadków, zamieszczone w kilku numerach pisma „Korespondent Płocki” z tamtego czasu. Także „Kurjer Warszawski” zamieścił o tym informację. Stanowią one subiektywne widzenie, dlatego też nie ingerujemy w ich treść.

 

 Z Mławskiego donoszą nam: Dnia 22 maja w samo południe, w ciągu 1¾ godziny, spaliło się miasteczko Radzanów, przy skwarze 24° R-ra szczególnie podnoszącym zapalność drewnianych domów i utrudniającym ratunek. Z mniejszą już siłą pożar trwał do saméj północy. Bliższych szczegółów brak nam jest w téj chwili; podamy je w następnym numerze pisma naszego.(„Korespondet Płocki”, Nr 41 z dnia 25 maja 1886 r.)  

  W następnym numerze pisma, zamieszczono wyjaśnienie:

Uzupełniając podaną wiadomość o spaleniu się Radzanowa, donoszę wam, że pożar obrócił w zgliszcza i popioły 72 posesyj, z których niejedna po kilka zawierała budynków. Tym więc sposobem około 130 budynków stało się pastwą płomieni. Z miasteczka niedawno bardzo ożywionego, pozostał tylko kościół prawdziwym cudem ocalony i kilka domostw. Paręset rodzin pogorzelców, pozbawionych dachu, dobytku, ruchomości, wszelkich sprzętów, zagrożonych jest nędzą. W płomieniach dwoje dzieci zginęło. Ogień rozpoczął się od kuźni przy rogu rynku i ulicy Raciązkiéj. Wiatr z początku zdawał się chcieć ocalić środek miasta, atoli wkrótce się zwrócił, i skierował ku rynkowi płomienie. Wszyscy potracili głowy i ratunku żadnego nie było. Na próżno pp. U. i K.* obywatele ziemscy z okolicy, wzywali do ratunku, widząc w początku samym pożaru możność łatwego ograniczenia go. Nikt nie słuchał; drabiny, kubła, bosaka doprosić się nie można było. Rzecz dziwna, podobno gdy krańce miasteczka się dopiero paliły, w środku z wnętrza paru domów wybuchnął ogień. Wojsko ze Szreńska przybyłe, nie zdążyło na czas, z powodu niezmiernie szybkiego postępu ognia. Gdy pomoc ta nadeszła, mieścina w części już była zgorzała a reszta stała w płomieniach.

 * według mnie, są to inicjały Karola Ujazdowskiego – dziedzica Smólni i Józefa Konica – dziedzica Ratowa – WP.

 W numerze 43 „Korespondenta Płockiego” pojawiło się kolejne sprawozdanie:

Z okolic Mławy otrzymujemy w uzupełnieniu wiadomości o pożarze Radzanowa, jeszcze kilka szczegółów. Domów mieszkalnych ogółem spaliło się 172 i synagoga, rozebranych zaś zostało 28, razem więc uległo zniszczeniu 201. Wynagrodzenie asekuracyjne za te budowle przynależne od wzajemnego ubezpieczenia gubernialnego wynosi tylko sumę rs. 32,000. Wbrew pierwotnym wieściom, wypadku z ludźmi żadnego nie było, natomiast pozostaje bez dachu i chleba, zagrożonych nędzą, rodzin 245. Ofiarność sąsiedzka czyni wysiłki aby nędzy pogorzelców ulżyć, ale możność ich zakreślone ma granice, i wielkiej a gwałtownej potrzebie nie zdoła zadośćuczynić. Ogólna suma strat jest bardzo znaczna; największe szkody ponieśli kupcy bławatni i inni. Pod wieczór w dzień pożaru, pogorzelcy pomiędzy sobą dopuszczali się grabieży, a biedniejsi korzystając z zamieszania, przywłaszczali sobie rzeczy bogatszych i gdzie mogli z niemi uciekali. Smutna to strona tego pożaru, jak i wielu innych, pojedyncze jednak przykłady nieuczciwości, nie powinny studzić miłosierdzia publicznego względem ogółu nieszczęśliwych pogorzelców.

 W numerze 47 „Korespondenta Płockiego” informowano:

Jeszcze o pożarze w Radzanowie. Od p. T. mieszkańca spalonego miasteczka Radzanowo odbieramy znowu kilka nowych szczegółów o smutnej katastrofie jaka to miasteczko dotknęła: „Ogień z niewiadomej przyczyny wszczął się w środku chlewka pustego krytego słomą, w samo południe, lecz zanim na pierwszy alarm nadeszła pomoc, a z nią i sikawka miejscowa, płomień w jednéj chwili przeniósł się na sąsiednie zabudowania pokryte słomą (dodać należy iż w dniu wypadku trwał upał dochodzący do 24° Reomiur). Płomienie jak błyskawica w przeciągu 10 minut zajęły sąsiednie zabudowania a w niespełna pół godziny całe niemal miasteczko przedstawiało jedno morze płomieni. Mieszkańcy widząc niebezpieczeństwo jakie groziło ich mieniu, a nadto zważywszy że wszelkie usiłowania przy ratunku zabudowań byłyby bezskuteczne, starali się wyratować li tylko dzieci, starców, kaleki i swoją chudobę, lecz nawet te ostateczne kroki nie odniosły pożądanego rezultatu, gdyż wszystkie ruchomości wyniesione w czasie pożogi na środek miasta, spłonęły wraz z domami, a dogorywające szczątki ich znajdowane były o kilka wiorst od miejsca pożaru. Pomoc przybyła z miasteczka Szreńska, o mile odległego (na żądanie wójta) z jedną sikawką, zjawiła się wtedy dopiero gdy ogień został już prawie opanowany przez przybyłych mieszkańców z sąsiednich wiosek. Największy udział przy ratunku brali pp: Konitz, dziedzic dóbr Ratowo, Zaborowski, dz. dóbr Wola-Łaszewska, Siemiątkowski, dziedzic Grabina, administratorzy dóbr Radzimowice W. Tomaszewski i Gliński, W. Turowski, oraz dzierżawca dóbr Bębnowo W. Orbaczewski, którzy nie tylko dostarczyli swych ludzi i fornalek do odwożenia rzeczy za miasto, lecz nadto sami brali czynny udział przy ratunku. Nadto p. Konitz zaraz po pożarze zabrał do swéj wsi 20 famili niemających żadnego przytułku. Ocalenie kościoła zawdzięczyć należy czcigodnemu proboszczowi miejscowemu ks. Molskiemu, oraz ks. Wernerowi z Ratowa, którzy energicznie kierowali obroną płonącéj już niemal świątyni. Pożar zniszczył 79 domów mieszkalnych, 91 innych budynków i synagogę starozakonnych. Budowle były zabezpieczone na sumę rs. 27,030, prócz tego straty mieszkańców wynoszą rs. 45,000. Rodzin bez dachu, odzieży i żywności pozostało 208 w téj liczbie 85 katolickich i 123 starozakonnych, dla których w pierwszych początkach chociaż i przyszli z pomocą okoliczni pp. obywatele, a nawet i włościanie jak również powiatowe miasto Mława, i okoliczne miasteczka Szreńsk, Raciąż, Bieżuń i Żuromin, lecz obecnie znajdują się one w ostatecznej nędzy, zagrożone śmiercią głodową.

 

Przez długie lata radzanowiacy zmuszeni byli odbudowywać swoje domostwa. Zachowane jeszcze do dzisiaj nieliczne domy drewniane przy rynku są zbudowane po tym pożarze.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Historia i turystyka

 

NOWA RZEKA, CZYLI XIX – WIECZNY SPOSÓB NA REGULACJE WÓD WKRY.

28 lut

NOWA RZEKA, CZYLI XIX- WIECZNY SPOSÓB NA REGULACJE WÓD WKRY.

Autor : Waldemar Piotrowski

 

    Na zamieszczonym poniżej fragmencie mapy sztabowej z 1957 roku (a więc jeszcze sprzed regulacji Wkry) pokazana jest Nowa Rzeka, na mapie nazwana „Starym kanałem”. Biegnie ona od drogi Dzieczewo-Smólnia, przecinając drogę z Radzanowa do Gradzanowa Kościelnego. Ciekawa jest jej historia. I wydaje się – mało znana, nawet wśród starszych mieszkańców Radzanowa.

mapa2(1)

 Mapa okolic Radzanowa 1957 r.

       Naszą opowieść rozpoczniemy od przedstawienia osoby Karola Ujazdowskiego. Urodził się w 1822 roku. Rodzicami jego byli Julian Faustyn Walenty Ujazdowski h. Ślepowron (ur. ok. 1790) i Józefa Józefata Marcelina Zaborowska h. Grzymała (ur. ok. 1800). W 1843 r. odbył się w Płocku ślub Karola z Franciszką Kwasieborską (ur. 1820 r.). Po rodzicach objął majątek w Nagórkach, leżących w pobliżu Płocka. Wychowany w duchu patriotycznym, zaangażował się w walkę narodowo-wyzwoleńczą i został w okresie Powstania Styczniowego naczelnikiem cywilnym województwa płockiego, którą to funkcję piastował od czerwca do sierpnia 1863 roku. Była to funkcja tajna i, niestety, został zdekonspirowany przez szpiega. W porę ostrzeżony przed aresztowaniem, zdążył się ukryć w krzakach przed Moskalami i następnie, wyjechał do Berlina. Niektóre źródła podają, że był schwytany przez Moskali i zesłany na Syberię. Jak dalej zobaczymy, chyba tak nie było. Prawdopodobnie, po wykupieniu sobie amnestii w 1865 roku, powrócił do kraju. Nie mógł objąć majątku w Nagórkach – tam już był dziedzicem jego syn – Julian. Kupił więc folwark Smólnia (pisano także Smulnia), w pobliżu Radzanowa.

karol_ujazdowski

Karol Ujazdowski (1822-1900)

 

   Patrząc na zamieszczoną mapę, Smólnia – to niestety – teren bardzo podmokły. Karol Ujazdowski, jako człowiek czynu, podjął działania w kierunku osuszenia własnej posiadłości. Zaprosił do siebie, do Smólni, inżyniera – Kazimierza Girdwojna z Warszawy, nota bene uczestnika Powstania Styczniowego, któremu zlecił opracowanie planu osuszenia majątku. Ekspertyzę inż. Girdwojna zamieszczamy poniżej.

 

Niwellacya wstępna dokonana od 1 do 6 lipca 1879 r. w celu zbadania łąk położonych nad rzeką Działdówką w powiecie Sierpskim, mianowicie: Smoleńskich i Zgliczyńskich.

 

S p r a w o z d a n i e.

«Łąki położone przy rzece Działdówce, wyżej od osady Radzanowa, skutkiem istniejących zakładów wodnych w Radzanowie*, a także skutkiem silnego pokręcenia i zanieczyszczenia koryta saméj rzeki, są zamienione na trzęsawice, nie dające na jakość prawie żadnego sprzętu**. Badanie wstępne téj miejscowości wykazało, że gwałtownie tu konieczne osuszenie, może być dokonane dwojakim sposobem:

«1) Przez uregulowanie koryta rzeki, zniszczenie zakładów wodnych pod Radzanowem, lub przynajmniej objęcie w groblę części koryta, dokąd wylew ze stawu Radzanowskiego jest szkodliwym (mniej więcej do łąk Zgliczyńskich) albo też:

«2) Przez odszukanie drogi bocznéj dla odpływu wód zabagniających te przestrzenie, któréj ujście miałoby, niżéj od Radzanowa.

«Osuszenie pierwszym sposobem, jest nie do zastosowania z powodu braku potrzebnego na ten cel znacznego kapitału; pozostaje więc jedynie możebnym sposób drugi, znacznie tańszy, a mało co mniéj skuteczny.

«Niwellacya dokonana w trzech kierunkach wykazała, że najwłaściwszy kierunek dla kanału osuszającego jest linia środkowa, za nią mniéj korzystną jest linia graniczna pastwisk Radzanowskich, a najmniéj linia najdłuższa t. z. struga.

«Prowadząc odpływ w kierunku środkowym i nadając spadek 0,012%, możebnem będzie zniżenie letniego poziomu wód, w środku łąk Smoleńskich na 1,50 metr, czyli 5 stóp angiel.; przy granicy Zgliczyńskiéj na 0,90 metr, czyli 3 stop. ang. A na łąkach Zglinickich w ich środku na 0,45 metr, czyli 1½ stop ang. Wszystkie zaś łąki, położone wyżéj ku Bieżuniowi, jak Łopacińskie, Siemiątkowskie, Sokołowy-Kąt i t. d. z natury rzeczy, mogą ostatecznie to mieć jeszcze głębsze.

«Długość kanału odpływowego, począwszy od rzeczki Jezierzwy aż do ujścia, w miejscowości zwanéj Brzeźnia, do rz. Działdówki, wynosi prętów około 1800***. Dwa drugie kierunki są znacznie dłuższe.

«Melioracya ta, tak potrzebna dla okolicy pod każdym względem, każe nie wątpić, że przeszkody, jakie zwykle mają miejsce gdy idzie o zgodne współdziałanie wielu w jednym celu, zostaną przez właściwe Władze usunięte.»

W Smólni 6 lipca 1879 r.

Kazimierz Girdwojn, Inżynier

* chodzi o młyn wodny i hamernie,

** chodzi o plony siana,

*** pręt – jednostka długości, 1 pręt polski=15 stóp=4,22 metra.

 

Ekspertyza inż. Girdwojna jednoznacznie wskazywała na najbardziej korzystne przekopanie kanału na południe od Radzanowa, łączącego tereny bagienne znad Wkry, z tą samą rzeką, ale już za Radzanowem.  Plan osuszenia rozlewiska Wkry Karol Ujazdowski rozszerzał w kierunku Bieżunia, i był to plan niezwykle ambitny.

Jak sam pisał w „Korrespondencie Płockim” :

 

 Uprzejmie prosząc, o zaznajomienie ogółu z powyższém sprawozdaniem interesującem jak sądzę, wszystkich naszych ziemian posiadających podobne łąki, mam nadzieję że właściciele takowych, szczególniéj między Radzanowem a Bieżuniem położonych, z uwagi na pewne korzyści z osuszania bagnistych łąk wynikające, zechcą bliżej ze mną w tym względzie się porozumieć i przyjąć udział w kosztach wykopania projektowanego kanału odpływowego. Dla jednego koszta są za wielkie; zbiorowo zaś, w porównaniu do otrzymać się rezultatów, są prawie nic nie znaczące. Kanał ten mogący być doprowadzony do skutku jeszcze w roku bieżącym, lub na przyszłą wiosnę wspólnemi siłami, przez terytoryum wsi Zgliczyna i osady Radzanowa od granicy Smólni – na gruntach któréj jest już dawniéj wykopany i wymaga tylko odnowienia – aż do rzeki Działdówki. Pod względem ekonomicznym i sanitarnym, jest on tak ważnym a stosunkowo nie kosztownym, żadnego wpływu na zakłady fabryczne w Radzanowie nie mającym, że nie wątpię, iż każdy z interesowanych rozumiejący dobrze, o ile się podnosi wartość majątku, posiadaniem obfitych i pożywną trawę wydających łąk, zwłaszcza dziś, gdy dochód z chowu inwentarza większe, aniżeli z produkcyi ziarna, zapewnia nam korzyści, rozpoczęte przezemnie, to jedno z najpilniejszych bo najwdzięczniejszych dla rolnika ulepszenie bez zwłoki poprzéć o ile możności zechce.

Świetne zaś, o czem wątpić nie można, a nadewszystko prędkie, z téj melioracyi skutki, dostarczywszy naszemu Towarzystwu Kredytowemu Ziemskiemu nowych dowodów, o ile podobne nakłady w gospodarstwie się opłacają i są dla nas niezbędne, skłonią może z czasem naszych opiekunów listów zastawnych, aby ich jak dotąd oczekując cierpliwie, aż jeszcze więcéj majątków wyjdzie z rąk naszych, i na poprawienie stanu krajowego rolnictwa nie żałowali.

Dla tych zaś, co nie wierzą, nie znając zadziwiających skutków osuszania łąk posłużyć mogą za dowód łąki pana Trzcińskiego z Sierpca, który z bagna, gdzie bez ulgnięcia w r. z. wejść nie było można, za pomocą rowów obniżywszy wodę, nie wiele więcéj nad stopę, ma w tym już roku, łąkę pokrytą prześliczną trawą, przerosłą koniczyną.

 

Po kilku miesiącach od opublikowania tego apelu, Karol Ujazdowski zamieścił w  lokalnej prasie swoje ustalenia, zdobyte w wyniku rozmów z właścicielami okolicznych majątków.

 

Po zamieszczeniu w «Korrespondencie Płockim» sprawozdania z czynności pana inżyniera Girdwojna, udałem się przedewszystkiem do W W. Naczelników powiatów Sierpskiego i Mławskiego – tych dwóch bowiem powiatów ta sprawa dotyczy – z prośbą o możliwe z ich strony poparcie, które też z uprzejmą i chętną gotowością, odpowiednią ważności tego przedsięwzięcia, otrzymałem. Następnie, starałem się porozumiéć w tym przedmiocie, ze wszystkimi interesowanymi właścicielami łąk, nader przychylnie dla mojego projektu usposobionymi, na czem polegając, przystąpiłem do ugodzenia grabarzy.

Wydane natychmiastowe polecenia do wójtów gmin: Bieżunia, Stawiszyna, Gradzanowa i Ratowa, posłużyły mi do zebrania uchwał gromadzkich, które wydały rezultat następujący: Wsie przez których grunta kanał osuszający ma przechodzić, jako to: Zgliczyn Witowy,  mający zalane nad rzeką Działdówką łąki, osada Radzanowo, Agnieszkowo, Józefowo, Adolfowo i Bębnowo (prócz ostatniego, osiadłe przez samych drobnych właścicieli), odnieść mające te z kanału korzyść, że im prócz łąk jeszcze nizkie i kwaśne pastewniki osuszy, z trzech kierunków zaprojektowanych przez p. Girdwojna, wybrawszy idący granicami, po różnych stawianych trudnościach, a nawet żądaniach za grunt zapłaty, na których usunięcie, nie jeden dzień trzeba było poświęcić, zgodziły się nareszcie na przeprowadzenie kanału, z warunkiem jednakże nieponoszenia żadnych na ten cel kosztów.

Jedyny tylko właściciel Ratowa, dotykający kilkunastu prętami tego kierunku, nie udzielił dotąd na kopanie wzdłuż granicy swojego zezwolenia, co przeszkody jednak w wykopaniu kanału, stanowić nie będzie.

Tyle co do wiosek przez które kanał ma być prowadzony; a teraz posłuchajcie o tych, których łąki, a w znacznéj części i pola orne, zalane wodą, przedstawiają obraz nędzy i rozpaczy. Trzciny, topiele, trzęsawiska, pomimo spuszczonéj zupełnie wody, przy młynie i hamerniach pod Radzanowem, dla ludzi i inwentarza prawie są niedostępne. Dowodzi to jasno, niezależnéj od potrzeb tych zakładów konieczności odprowadzenia zbytecznéj wody, będącéj plagą rozległéj okolicy, zamieniającą żyzne łany na nieużyteczne a nawet szkodliwe moczary.

Przedewszystkiem wypada mi tu wymienić wieś Zgliczyn Zarzeczny* w gm. Ratowo, rozdzieloną na drobną własność, graniczącą z Zgliczynem-Witowym, jako przykład godny naśladowania. Właściciele wioski téj, jednomyślnie uchwalili złożyć po rs. 2 z morga łąki posiadanej, przyrzekając, że jeżeli ta kwota okaże się niedostateczną, dodadzą na koszta wykopania kanału choćby do 5 rubli z morga.

     W gminach Stawiszyn i Bieżuń, drobni posiadacze prócz włościan z Glinek, którzy mają wykopać pewną ilość prętów kanału, wszyscy zupełnie odmówili udziału, pod pozorem, że im tak dobrze jak jest, a rzeczywiście dla tego, jak mówią między sobą, że gdy panowie wzięli się do tego, to i bez nich podołają; oni zaś korzystać będą nic nie dawszy. Logika, jak widzicie, bardziéj dla nich dogodna niż sumienna, na którą jedynie odnośne prawo znaleśćby mogło właściwą radę. Taka rada jest tem pilniejszą przez wzgląd na ogólny dobrobyt, że wziąwszy choćby tylko na uwagę przestrzeń błót pomiędzy Bieżuniem i Radzanowem, to większa ich połowa należy do drobnych właścicieli, których bez czynnego wdania się Władzy, niesłychanie trudno namówić do tego rodzaju ulepszeń.

W gminie Gradzanowo, wsie uwłaszczone: Suwaki i Chrapoń, uchwaliły każda po rs. 12 w ogóle, co z morga łąki, nie wypada nawet po kopiejek 30 i jest kropelką w morzu wydatków teraźniejszych i korzyści przyszłych; oznacza to jednak jakie takie pojęcie celu i dobre chęci.

Wsie: Sokołowy-Kąt, Nowa-Wieś, Dzieczewo i Siciarz, dla braku czasu jeszcze nic nie uchwaliły.

Od właścicieli większych majątków, jako to: Poniatowa, Siemiątkowa, Woli, Gołuszyna, Glinek, mam zapewnienie przyłożenia się do kosztów, jakie kopanie kanału pociągnie za sobą. Każdy z nas bowiem doskonale rozumié, o ile to wartość majątku przez osuszenie łąk a przytem i pól, podniesioną zostanie.

Od właścicielki Bielaw, gdzie nie tylko łąki, ale nawet owies widziałem w wodzie, któréj nie ma teraz gdzie spuścić, a las olszyny tylko w zimie po lodzie jest dostępny, jeszcze nie otrzymałem odpowiedzi.

 Pomimo tych niezupełnych powodzeń, mam jednak nadzieję, że wkrótce szczegółowe z każdego majątku i poważniejsze jak dotąd cyfry będę wam w możności wymienić, jakkolwiek oprócz z Siemiątkowa, Woli, Zgliczyna, Chraponia i z Suwak, więcej funduszu stanowczo określonego jeszcze nie mam. Kanał z urządzeniem szluzy do zatrzymywania w razie potrzeby wody, kosztować będzie około rubli 3,000; licząc przecież na dobrą wolę i dobrze zrozumiany interes własny każdego z właścicieli większych majątków między Bieżuniem i Radzanowem, mokre posiadających łąki, sprowadziłem już paręset rydli grabarskich i w Imię Boże rozpocząłem już od dwóch tygodni roboty. Kanał się kopie i jeżeli dopisze pogoda i pieniądze, to w tym roku jeszcze zostanie otwarty.

Na początek złożyłem pierwszy potrzebne pieniądze panu Bielickiemu, wójtowi gminy Ratowo w Radzanowie; jest on nader użytecznym w całéj téj sprawie pomocnikiem moim, za co miło mi tu jest wdzięczne wyrazić mu uznanie. Uprosiłem p. Bielickiego, aby wypłacał robotnikom i prowadził kontrolę przychodu i wydatków, każdy zatem ineressowany w wykopaniu tego kanału, może do rąk jego złożyć za kwitem dobrowolnie przez siebie oznaczoną summę, a z obrotu funduszów po ukończeniu robót, rachunek szczegółowy będzie zamieszczony w «Korrespondencie Płockim«.

Z powyższego mojego wiernego sprawozdania, możecie powziąć wyobrażenie, o zachodach, kłopotach i rozmaitych przeszkodach, jakie były i są jeszcze do pokonania. Trzeba błagać prawie jak o łaskę i ledwie, że nie płacić, za dozwolenie przeprowadzenia wody i osuszenie komuś bagna; trzeba przekonywać, zachęcać, wyciągać rękę jak po jałmużnę tam, gdzieby każdy popierając mnie, winien sam, w téj mozolnéj pracy przyjmować udział. Jakież to obszerne pole, do coraz lepszego poznawania ludzi i ich usposobień. Jakże posępno gdzie ciemno, a jak rozweselające serce gdzie się przedarło światło, przedstawiają się nam spostrzeżenia!

Dla tego też, doświadczając na każdym kroku licznych zawodów, nieusprawiedliwionego niczem oporu, różnych przykrości, które tylko instytucya publiczna, uzbrojona stosownym przywilejem, wobec tak ciemnych jeszcze pojęć o najelementarniejszych potrzebach naszego rolnictwa, mogłaby przezwyciężyć, – nie mogę nie ubolewać, uzbrojona stosownym przywilejem, wobec tak ciemnych jeszcze pojęć o najelementarniejszych potrzebach naszego rolnictwa, mogłaby przezwyciężyć, – nie mogę nie ubolewać nad tem, że nasze Towarzystwo Kredytowe Ziemskie nie może znaleść środków i sposobu na wytworzenie funduszu melioracyjnego, który, gdyby tylko miał za zadanie osuszanie błot w naszym kraju, jakich jest do zbytku (dreny i nawadnianie zostawiając na później), oddałoby już tem samem wielkie usługi, nietylko krajowemu gospodarstwu, ale i zdrowiu ludzkiemu, które w okolicach bagnistych, gdzie tak panujące są zimnice szcególniej między klasą ryboczą, ciężkie przechodzi próby.

K. Ujazdowski.

 

* Pobodzy

 

Niestety, zabiegi Ujazdowskiego nie znalazły zrozumienia. W zasadzie wszyscy właściciele gruntów leżących w pobliżu planowanego kanału, nie wnieśli żadnej pomocy finansowej. W efekcie, kanał został wykopany jedynie środkami K. Ujazdowskiego. Niestety, nie został on doprowadzony do końca, tzn. do połączenia z Wkrą. Trzy lata później w tymże „Korrespondencie Płockim” znajduje się informacja:

W Smólni pod Bieżuniem, właściciel p. Ujazdowski, wykopał kanał mający przeprowadzić wodę z rzeki Działdówki do rz. Wkry, z pominięciem zakładów wodnych w osadzie Radzanowo. Osuszone zostały znaczne przestrzenie, lecz kanał dokończony nie jest, bo interesowani nie wspierają téj ważnéj pracy i wszystko dotąd dzieje się kosztem p. Ujazdowskiego. Pan U… zaszczytnie znany z prac koło dobra publicznego i w tym kierunku dał dobry przykład, co uznały nie tylko nasze, ale i obce pisma. Dalsze prace zależéć  będą od umowy współinteresowanych. To co dotąd zrobione, zawsze znaczne korzyści téj okolicy przynosić będzie.

Wykonane przedsięwzięcia Karola Ujazdowskiego nie znalazły zrozumienia okolicznych właścicieli majątków. Nie zrażając się tym, w dalszym ciągu nadsyłał korespondencje do prasy. Propagował nowe metody i sposoby gospodarowania.

Niezależnie od tego, niektórzy właściciele majątków, między innymi Edmund Mejer z Trzask i Edward Beński z Bębnowa, własnym sumptem wykonali melioracje w obrębie własnych gruntów.

Warto dodać, że pod koniec XIX wieku, majątek Smulnia, którego właścicielem był Karol Ujazdowski, wszedł w posiadanie Adolfa Beńskiego, brata dziedzica Bębnowa – Edwarda.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Historia i turystyka